Nakazy i grzywny w projekcie ustawy a treść Dyrektywy 2023/970 o przejrzystości wynagrodzeń

N

A. Sobczyk i Współpracownicy – Kancelaria Radcy Prawnego organizuje szkolenia wewnętrzne dotyczące Prawnych aspektów dyrektywy ws. przejrzystości wynagrodzeń. Oraz otwarte: Prawne aspekty dyrektywy ws. przejrzystości wynagrodzeń.


Zgodnie z opublikowanym projektem ustawy „o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości” datowanym na 12 grudnia 2025 r., zmianie ma ulec m.in. kodeks postępowania cywilnego. Zgodnie z proponowanym art. 4776a k.p.c.:

W przypadku naruszenia praw lub obowiązków związanych z zasadą równego traktowania w zatrudnieniu w zakresie prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub pracę o jednakowej wartości sąd na wniosek powoda i na koszt pozwanego może wydać:

1) nakaz zaprzestania naruszenia lub

2) nakaz podjęcia środków służących zapewnieniu, aby stosowane były prawa lub obowiązki związane z zasadą równego traktowania w zatrudnieniu w zakresie prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub pracę o jednakowej wartości.

Należy przyjąć, że proponowany przepis ma wdrożyć do polskiego systemu prawnego art. 17 dyrektywy. Zgodnie z ust. 1 polskiej wersji językowej:

Państwa członkowskie zapewniają, aby w przypadku naruszenia praw lub obowiązków związanych z zasadą równości wynagrodzeń właściwe organy lub sądy krajowe, zgodnie z prawem krajowym, mogły wydać, na wniosek powoda i na koszt pozwanego:

a) nakaz zaprzestania naruszenia;

b) nakaz podjęcia środków służących zapewnieniu, aby stosowane były prawa lub obowiązki związane z zasadą równości wynagrodzeń.

Z kolei zgodnie z ust. 2:

W przypadku gdy pozwany nie przestrzega nakazu wydanego na podstawie ust. 1, państwa członkowskie zapewniają, aby ich właściwe organy lub sądy krajowe były w stanie, w stosownych przypadkach, wydać nakaz powtarzalnej kary pieniężnej, z myślą o zapewnieniu przestrzegania przepisów.

Może się więc wydawać, że projektodawca wykonał poprawnie swoje zadanie. Istnieją jednak poważne argumenty, że proponowany w projekcie przepis nie ma z dyrektywą nic wspólnego. Polska wersja art. 17 jest bowiem pełna prawniczych aberracji, np. zgodnie z art. 17 ust. 1 „powód” może zgłaszać roszczenia przeciwko „pozwanemu” do organu innego niż sąd. Nadto, dlaczego zgodnie z art. 17 ust. 2 dyrektywy sąd w procesowym postępowaniu cywilnym ma wydawać „nakazy”, a nie wyroki? Jak wytłumaczyć to, że zgodnie z treścią art. 17 ust. 2, sąd w postępowaniu cywilnym powinien nakładać kary na „pozwanego”? Nie chodzi wszak o grzywny w celu przymuszenia, bo te wydawane są na podmiot, który już pozwanym nie jest.

Jak więc wyjaśnić te absurdy? Otóż wyjaśnienie jest dość proste, o ile zachowamy kluczową dla pracy prawnika dociekliwość oraz wykorzystamy wiedzę z zakresu teorii prawa. Okaże się wtedy, że dyrektywa jest spójna i logiczna, o ile uwzględnimy jej inne wersje językowe – odwołam się do angielskiej. Analiza treści art. 17 prowadzi do kilku ważnych wniosków. Po pierwsze, wbrew polskiej wersji dyrektywy w przepisie nie użyto pojęcia „powód”, ale the claimant. Otóż słowo to ma szersze znaczenie niż „powód”. Oznacza bowiem nie tyle osobę, która wytoczyła sprawę przed sądem (a w każdym razie nie tylko), co taką, której przysługuje skarga lub jest składającą skargę. Po drugie, wbrew polskiej wersji językowej dyrektywy, wersja angielska nie używa słowa „pozwany”, czyli „defendant”. Używa za to słowa „respondent”, które odnosi się do uczestnika postępowania, w tym przypadku posądzonego o naruszenie prawa.

Tym samym wszystko staje się jasne. Po pierwsze, art. 17 dyrektywy nie dotyczy postępowań sądowych, lecz administracyjnych. W polskiej kulturze prawnej powyższe oznacza, że nakazy, o których mowa w przepisie, powinien wydawać organ administracji publicznej, np. inspektor pracy lub organ ds. równości. Można oczywiście wybrać rozwiązanie, zgodnie z którym nakaz będzie wydawał sąd. Tyle tylko, że będzie to czynił na skutek skargi pracownika, a nie na skutek pozwu. Tym samym sąd stanie się organem administrującym, co w kontekście polskiego porządku prawnego nie ma sensu. Mamy bowiem bardzo rozbudowaną infrastrukturę prawną przewidzianą dla spraw administracyjnych. Po drugie, art. 17 ust. 2 dotyczy kar administracyjnych. Kary te nie powinny być nakładane na osobę fizyczną, ale na pracodawcę, którego dotyczy skarga. W celu przymuszenia kary mogą być więc powtarzalne, czego nie można powiedzieć o grzywnach wobec piastunów organów (np. prezesów zarządów). Pracodawca zawsze pozostaje bowiem zawsze ten sam. Po trzecie, owe kary mogą być wymierzane dopiero wtedy, gdy pracodawca nie wykonał wcześniej otrzymanego nakazu.

Powyższe wywody są spójne z art. 23 dyrektywy. Zgodnie z jego treścią państwa członkowskie powinny wprowadzić skuteczne, proporcjonalne i odstraszające kary, mające zastosowanie w przypadku naruszeń praw i obowiązków związanych z zasadą równości wynagrodzeń. Zgodnie z treścią ust. 2 elementem tego systemu są grzywny. Myliłby się jednak ktoś, sądząc, że chodzi o grzywny w rozumieniu polskiego prawa karnego. Słowo grzywna zostało bowiem użyte w motywie 55 dyrektywy. Wynika z niego jasno, że chodzi o grzywny nakładane na pracodawcę, czyli o kary administracyjne. Z tego powodu zgodnie z treścią tego motywu ich wysokość „może być uzależniona od rocznego obrotu brutto pracodawcy lub całkowitych kosztów wynagrodzeń”.

Podsumowując, proponowana treść art. 4776a k.p.c. ma niewiele wspólnego z dyrektywą. Tym samym proponuje się przepis skrajnie antypracowniczy. Zamiast prostej i szybkiej administracyjnej procedury skargowej w przypadku niewykonywania obowiązków przez pracodawcę, narzuca się pracownikowi długotrwałą, skomplikowaną i z natury kosztowną procedurę sądową. Propozycja projektu przeczy więc sensowi dyrektywy, która ma poprawić egzekucję prawa. Ponadto, projekt ustawy w ogóle nie wdraża ani art. 17 ust. 2, ani art. 23 dyrektywy, co obniża efektywność ustawy. Wprowadza natomiast w art. 50 katalog grzywien na osoby fizyczne, co nie ma nic wspólnego z dyrektywą. Wszystko to jest mocno zaskakujące. Błędy w tłumaczeniu dyrektywy niczego tu nie usprawiedliwiają. Nie dość bowiem, że polska wersja językowa art. 17 nie ma sensu, to pominięcia art. 23, zwłaszcza w kontekście motywu 55, nie da się usprawiedliwić.

Autor: Arkadiusz Sobczyk

O Autorze

Polski prawnik, radca prawny, profesor zwyczajny i wykładowca w Katedrze Prawa Pracy i Polityki Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalista z zakresu prawa pracy o rozległej praktyce procesowej oraz negocjacyjnej.

Odwiedź stronę Kancelarii